. 2010-12-27 23:28:58

znowu zjebałam. as always. mam dość. obiecuję, że już nigdy nikogo nie skrzywdzę. nigdy. już nic nie powiem. ani razu. nie chcę.

skomentuj (1)

becoming insane 2010-06-19 14:36:59

mój umysł się roztrzaskał.
wiem, czuję to.
wiem też to, że zatracłam się.
straciłam zdrowy rozsądek.
czuję się jak osoba psychicznie chora,
o niepoukładanych myślach.
siedzę na łóżku i nie wiem co mam myśleć,
nie, myślę stanowczo za dużo, ale nie mogę tego wszystkiego poskładać.
za dużo, stanowczo za dużo myśli.

insanity, dear insanity. oh, how i hate u.

zwariowałam

skomentuj (1)

resistance 2010-05-31 18:55:07

ojciec w pokoju zamontował telewizor.
cieszy się jak dziecko.
ale nie wie, że ujebali mnie na uczelni.
albo warunek ... albo rok od nowa ...
i co teraz ?
ciągnąć marzenie dalej, czy tym razem stworzyć zupełnie nowe ?

idźcie w cholerę, śmiejcie się, gadajcie ...

spać mi się chce, ostatnio spałam wczoraj o 12.
jeść mi się nie chce, ostatnio jadłam o 6 - kromkę chleba.

patrzę w przestrzeń i pytam się ...
co dalej, do cholery ?

skomentuj (1)

one night of magic rush 2010-04-26 19:53:11

One night to be confused
One night to speed up truth
We had a promise paid
Four hands and then away

Both under influence
We had a divine sense
To know what to say
Mind is a razor blade

To call for hands of above
to lean on
Wouldn't be good enough
for me, no

One night of magic rush
The start a simple touch
One night to push and scream
And then relief

Ten days of perfect tunes
The colors red and blue
We had a promise made
We were in love

To call for hands of above
to lean on
Wouldn't be good enough
for me, no

To call for hands of above
to lean on
Wouldn't be good enough

And you, you knew the hand of the devil
And you, kept us awake with wolves teeth
Sharing different heartbeats
In one night

To call for hands of above
to lean on
Wouldn't be good enough
for me, no

To call for hands of above
to lean on
Wouldn't be good enough



na ostatniej imprezie to ja niańczyłam. mogłabym powiedzieć, że lubię, ale równocześnie nie lubię. ale co jeśli na samą myśl i później przy piciu czuje się "nudności". niestety nie są to nudności, które mówią "dość. ZA DUŻO wypiłaś". są one tuż przed, podczas i po wypiciu... niefajnie. a może rozwaliłam sobie żołądek :D ? bosko. imprezu służą do podwyższenia sobie ego. po prostu. idę, bawię się, podrywam, wracam z bananem na twarzy. ale na ile jest on prawdziwy ? co z tego, że słyszę komplementy szeptane do ucha, co z tego, że facet nie chce się ode mnie oderwać ... skoro ja nic nie czuję. suka ze mnie.
siedzą ONE. suka i dziecko. suka ma dość dziecka, a dziecko boi się suki. i mamy konflikt.
wracając do tematu ... bawię się ludźmi, a dokładnie facetami. grzeszna nie-grzeszna. brzmi to groteskowo, ale co jeśli taka jest prawda ? myśl o "daniu dupy" przewija się co jakiś czas, ale tylko ze względu na to, że "kiedyś trzeba będzie".
przeraża mnie myśl o tym, że niedługo przestanę być lekkomyślną 19-stką i stanę się 20-stką. czuję się jakoś tak nieswojo. ludzie oczekują ciągle czegoś ode mnie. faceci "czegoś" oczekują. i przeraża mnie to, że wiem, co się kryje pod słowem "coś".
przypomina mi się sobota i Kwadratowa. była to namiastka tego, czego oczekuję od faceta. namiastka. a może coś więcej niż namiastka ? znowu żałuję, że uciekłam jak Kopciuszek, który nie pozostawił po sobie nic ... nawet durnego pantofelka. śmiałam się z tego, ale trochę żałuję. czułam się bezpiecznie. tam, na tym podeście, w tłumie ludzi, tańcząc z nieznajomym. może to dlatego, że chociaż raz mogłam siebie zakwalifikować do osób "na tyle trzeźwych, aby myśleć całkowicie trzeźwo i pilnować reszty". zawsze staram się myśleć trzeźwo, ale mam problemy z koordynacją ruchów, ale w sobotę ... po dwóch piwach i Martini ... to nic nie było. przynajmniej jak na mnie. delikatny szum, który pozwala na lżejsze traktowania świata, ale reszta pozostaje bez zmian. mogę sobie pozwolić na rzucenie się w tłum. może kiedyś się jeszcze spotkamy ... w końcu za pierwszym razem wyprzedziłam jego i kolegów przed schodami do Kwadratowej, potem to on mnie znalazł (dobra, pozostawiam kwestię kto kogo "poderwał" za pomocą kontaktu wzrokowego xD) a potem, gdy inteligentny K. wręcz mnie "porwał" i skierował na kanapę, abym grzecznie usiadła z dziewczynkami usłyszałam jedynie słowa "to ja nie będę przeszkadzał" i znikł. ale za trzecim razem to ja się napatoczyłam. całkiem przyjemny/a wieczoronoc. tak więc chciałabym podziękować panu Nieznajomemu z AMW za mile spędzoną noc (: dziękuję !
życie troszku się sypie, ale chcę skończyć te studia i zostać tym lekarzem. grrr ... przecież o tym marzyłam od zawsze, więc dlaczego tak dupnie mi wszystko idzie ? ech ... do roboty, do roboty .... weź się w garść, Ruda !

skomentuj (3)

Frankly my dear, I don't give a damn. 2010-04-07 04:47:13

"a jeśli faceci są z marsa, to niech tam kurwa wracają!"

liczba 3 zmniejszyła się do liczby 2.

nie ma to jak spić się w lany poniedziałek ze złości, wrócić taksówką do domu zalana w prawie-trupa i zostać odprowadzoną przez siostrę zdegradowanej "liczby trzy". o ja pieprzę ... a do tego kac gigant, który morduje jak nikt/nic ... cóż. bywa i tak. poza tym dzisiaj znowu czułam się jak lodowata kłoda. nie wiem co się ze mną dzieje ... ugh >.<

w święta (a mianowicie wczoraj, znaczy się w poniedziałek) znowu leciało "Przeminęło z wiatrem" z '39. uwielbiam ten film, mimo że jest taki ... łzawy, napuszony i śmieszny (: i oczywiście Rhett Butler jako wzór mężczyzny idealnego ... szkoda, że takich nie ma. ajjj .... szkoda.

"Frankly my dear, I don't give a damn."

skomentuj (0)

Goście